Co myślę o osiąganiu sukcesów i pozycjach w rankingu

Nie lubię testów, choć wiem, że bywają ważne, nie lubię rankingów, bo w mojej opinii zabijają oryginalność i nie lubię szumnego wyścigu, kiedy nawet trudno określić jego cel. Nie twierdzę, że to wszystko jest nieistotne, zwłaszcza że na co dzień doświadczam pytań i wątpliwości co do osiąganych wyników w swoich placówkach. Ba – jestem nawet zdania, że miarodajna informacja zwrotna, czyli konkretna ocena w skali jest potrzebna i bywa pomocna, należy jednak pamiętać, że nie jest obrazem całokształtu. Każda nauka i każdy trening nowych umiejętności jest procesem i za nim skupimy się wyłącznie na oczekiwanych efektach dobrze byłoby zatrzymać się na tym co dzieje się ,,tu i teraz”, czyli w najlepszym miejscu i najbardziej odpowiednim czasie.

,,Nie staraj się wygrywać nagród. Niemal wszyscy lubimy je wygrywać. Nagrody przynoszą splendor, a splendor przynosi pieniądze. Ale uważaj! Nagrody przyznają komisje kierujące się tym, co jest znane. Innymi słowy tym co jest modne. Oryginalność nie może być modna, ponieważ nie zdobyła jeszcze aprobaty komisji. Nie staraj się podążać za modą. Pozostań wierny swojemu tematowi, a znacznie zwiększysz swoje szanse na stworzenie czegoś ponadczasowego. Na tym polega prawdziwa sztuka!” (Paul Arden).

Pewna zaprzyjaźniona osoba powiedziała mi ostatnio, że z tym osiąganiem celów jest jak z gotowaniem najlepszej potrawy. Najpierw z ciekawością czytasz przepis i wyobrażasz sobie jak danie może wyglądać, smakować, cieszyć oczy i podniebienia najbliższych. Wiesz, że sprawisz im przyjemność, a sobie kilka minut chwały 🙂 Potem planujesz wszystko co jest ci potrzebne, jedziesz do sklepu, robisz zakupy. Następnie wracasz do kuchni i zaczynasz gotować. Wczytujesz się jeszcze raz w przepis, przygotowujesz niezbędne naczynia, odmierzasz, przesypujesz, doprawiasz, smakujesz, ugniatasz, martwisz się czy odpowiednio zgęstnieje, urośnie lub nabierze ładnego koloru. W końcu nakładasz, jeszcze tylko dekoracja i koniec… Czas na ocenę, poklepanie się po brzuszku i miłe oblizanie łyżeczki po skończonym jedzeniu. Wiem wiem, co za przyziemne porównanie życiowych sukcesów, osiągnięć i wieńców laurowych do zwykłego gmerania w garnkach. Oj! Już nawet potrafię sobie wyobrazić miny zniesmaczonych;-) Nie szkodzi! Po tych słowach moja Znajoma dodała: ,,Wiesz i zdałam sobie sprawę, że najwięcej frajdy sprawia ten cały proces gotowania, bo tyle się w nim dzieje – a to zaczyna pięknie pachnieć, córka podbiegnie i zaczyna wyjadać, mąż pocałuje w policzek i powie, że już nie może się doczekać, a ja czuję się po prostu szczęśliwa i już nawet przestaje być ważne czy danie zrobi na kimś niezwykłe wrażenie.” No i właśnie podobnie jest z tymi celami, sukcesami i dobrymi wynikami – są tak samo miłe i przyjemne jak klepanie się po brzuszku po dobrze przygotowanym posiłku, kiedy smakowało, a wszyscy chwalą. To są fantastyczne chwile i nie mam absolutnie nic przeciwko. Chodzi o to, że równie ważny i przyjemny może być sam proces pracy nad danym efektem. To się nazywa UWAŻNOŚĆ. Jeśli nasza przyszłość jest zdeterminowana przez teraźniejszość to warto z tej drugiej czerpać jak najwięcej zwykłej radości. Nie skupiać się na tym co może wyjść albo się nie udać ale na tym co się aktualnie dzieje-co mogę lub chcę zrobić w chwili obecnej. Kiedy więc ktoś mówi mi o swoim osiągnięciu nie tylko okazuję swój entuzjazm i gratulacje ale przede wszystkim pytam z ciekawością w jaki sposób na to pracował. Efekt zaś jest jak wisienka na torcie – bez niej jakoś tak pusto ale samą wisienką się nie najesz 😉

Udostępnij:

2 Comments

  1. 2 marca 2017 / 20:17

    Świetny temat i… natrętny temat, który nie schodzi z moich myśli. Nie umiem, po prostu nie umiem znaleźć pozytywów nagrody czy jedynki w rankingu, jeśli przynosi mi ona chwałę w oczach innych. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się ceni fakt, że ktoś jest lepszy od drugiej osoby. Przez całą podstawówkę byłam najlepsza w klasie i…. i nic. Nieocenione (i niedocenione) jest za to poczucie triumfu, zwycięstwa, jakie człowiek może poczuć, kiedy WIE i CIESZY SIĘ, że czegoś dokonał, że coś zrobił, pokonał trudność, nauczył się na błędzie, odważył się. Bez względu na to, co myślą (albo nawet nie myślą, bo nie widzą) o tym inni. Chciałabym, żeby moi uczniowie potrafili stawiać sobie w duchu szóstkę, tak po cichu – bez względu na to, jaki stopień wystawi im nauczyciel. Trudne? Jeszcze jak…
    Metafora z ciastem bardzo mi się podoba (bo to było ciasto, prawda?) 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *