Jestem (NIE) IDEALNA

Dziś przeprowadzono ze mną wywiad! Od samego rana wpadłam do swojego gabinetu i oznajmiłam, że jeszcze poniedziałek się dobrze nie rozpoczął a już udzieliłam jednego wywiadu. ,,Oj ciężkie życie gwiazdy”skwitowałam samą siebie 😉 Grupa uczniów z klasy IV dzielenie wieńcząc swój udział w projekcie SUPERKODERZY pod przywództwem swojej fantastycznej ( nieprzesadzone) polonistki przygotowała dla mnie kilka pytań. ,,Kim Pani chciała być jak była Pani mała?” – brzmiało jedno z nich. ,,Całe życie chciałam być lekarzem, a zostałam psychologiem i w dodatku prowadzę przedszkola i szkołę” – odpowiedziałam. No tak jakoś się zdarzyło, że moje marzenia trochę zeszły z rejonu NFZ na obszar MEN, czyli zawsze miało być ambitnie 😉 I choć piszę to z przymrużeniem oka i szelmowskim uśmiechem na twarzy to jednak jak wspomnę dawne czasy ( czyli parę lat wstecz) ambicja mężnie wtórowała moim mniejszym i większym życiowym poczynaniom. Oczywiście dawała dużo dobrego, za co jestem jej wdzięczna ale potrafiła przysporzyć też trochę problemów, a tu ją z kolei przeklinałam całą sobą. Generalnie dziś, kiedy trzydzieści lat już parę lat temu minęło muszę przyznać, że lubię jej idealną obecność ale tam gdzie trzeba nauczyłam się stawiać jej ostre granice. Zagościła więc RÓWNOWAGA 😉

Kiedy w rozmowach z wieloma kobietami (choć nie tylko) słyszę pytania lub wyznania typu:,,nie potrafię być idealna”; ,,nie chcę”, ,,nie mam czasu”, ,,mówię głośno dość”, ,,jak pogodzić pracę”, ,,wychowanie dzieci i jeszcze w tym wszystkim super wyglądać?” ,,nie jestem dobrą mamą, tatą, rodzicem nauczycielem”… mam ochotę powiedzieć ( i najczęściej to robię) ,,Odpuść jedno i drugie, a zarazem weź sobie z tego co najlepsze…” Można darować sobie bycie IDEALNYM, bo na szczęście tacy nie jesteśmy i pewnie nie będziemy – strata czasu 😉 Jednak można jak najbardziej lubić ten stan, kiedy czujemy, że wszystko nam dobrze idzie – dziecko czyste, w szkole zarobiło piąteczkę, kreatywny obiad ugotowany, a w pracy wszystko zapięte na ostatni guzik… Ja tak mam wiele razy i przyznaję, że uwielbiam czuć się idealnie. Jednak tak samo lubię siebie wówczas, kiedy czuję, że parę rzeczy się knoci, nie nadążam, a porażka nadchodzi wielkimi krokami. Obiad nie ugotowany, dres przybrudzony, w pracy mogłoby być lepiej, a pies – ,,Boże gdzie jest pies?!” Znacie ten stan? Nie twierdzę, że go lubię ale lubię w tym siebie i akceptuję, że tak też w życiu jest i było i będzie. Odpuszczam sobie skrajności i szukam równowagi. Lubie zarówno te osoby, które od lat wszystko mają idealnie poukładane – JAK DOBRZE, ŻE SĄ! i wszystkich Tych i TE, które głośno mówią, że tak nie potrafią. No to może rzeczywiście warto zaprzyjaźnić się z RÓWNOWAGĄ, bo dzięki niej możemy pozwolić sobie na bycie (NIE) IDEALNYMI.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *